Skąd ta muza, czyli źródła muzyki tła w systemach nagłośnienia 100V – cz. I

Jedną z podstawowych funkcji większości systemów nagłaśniających typu Public Address jest tworzenie miłego nastroju poprzez emitowanie tak zwanej muzyki tła (BGM – ang. Background music). Każdy z nas wielokrotnie spotkał się z tłem muzycznym robiąc zakupy w hipermarkecie, będąc w restauracji czy przebywając w holu hotelowym. Lista obiektów, w których odtwarzana może być muzyka tła, jest oczywiście o wiele dłuższa. Jaki sens ma jej emitowanie? Jak wspomniałem w pierwszym zdaniu, idzie głównie o stworzenie miłego nastroju – delikatnie, niezbyt głośno sącząca się zewsząd muzyka działa na nas o wiele lepiej, niż cisza, czy szum otoczenia. Mało tego – wykazano, że obecność muzyki tła w obiektach handlowych sprawia, że skłonni jesteśmy w nich dłużej przebywać, co tym samym przekłada się na wielkość dokonywanych przez nas zakupów. Prawdopodobnie podobne mechanizmy sprawią, że lepiej ocenimy hotel, w którym na korytarzach i w holu serwowana będzie cicha, delikatna muzyka i częściej zajrzymy do restauracji, w której taka muzyka, nieagresywna, stonowana, będzie nam towarzyszyć podczas spotkania z przyjaciółmi. Widać więc, że stosowanie tego rozwiązania, to nie tylko troska o samą atmosferę, ale też, w wielu wypadkach, czynnik mający realny wpływ na wyniki finansowe z działalności obiektu.

 

A tym wpisie nie chciałbym jednak omawiać aspektów związanych z korzyściami, jakie płyną z emisji muzyki tła w obiektach, a skupić się chcę na tym, jakie urządzenia posłużą nam do tego celu. Innymi słowy napiszę tu co nieco o źródłach muzyki stosowanych w instalacjach nagłaśniających Public Address.

 

Od czego zaczniemy? Chyba od tunera radiowego. To źródło muzyki do niedawna jeszcze najpowszechniejsze, szczególnie w mniejszych obiektach. Jego zastosowanie ma jedną podstawową zaletę – nie wymaga obsługi. Po prostu – użytkownik nastawia ulubioną stację radiową, w której dominuje lekka muzyka, nastawia odpowiednio głośność przekazu i sprawa załatwiona. Na tak długo, aż mu się dana stacja nie znudzi. A wady? Jedna podstawowa – konieczność zbudowania instalacji antenowej. I to takiej konkretnej, porządnej. Zwykle urządzenia centralne systemu znajdują się w pomieszczeniu, w którym sygnał radiowy UKF jest marny, więc nie wystarczy samo wciśnięcie byle drucika w gniazdo antenowe. Trzeba zastosować zewnętrzną antenę UKF, zainstalować ją na jakimś maszcie i doprowadzić sygnał do tunera. Inne wady, już mniej istotne, to brak wpływu na to, jakie utwory są odtwarzane, no i reklamy, które z pewnością w przekazie będą się pojawiać, a które mogą reklamować… konkurencję. Przykład urządzenia? Proszę bardzo. Odbiornik radiowy AM/FM, model  T-6222.

350_0.jpg

Inny rodzaj źródła muzyki tła, to taki, który umożliwi nam odtwarzanie utworów wg naszego „widzi mi się”. Dawno temu były to odtwarzacze kasetowe, ale od czasy wymyślenia płyty CD, a potem cyfrowego formatu zapisu audio MP3, to urządzenia obsługujące te technologie wiodą tu prym. I cóż, można tu zastosować tanie, „domowe” odtwarzacze tego rodzaju, ale dużo lepiej jest postawić na urządzenia profesjonalne. Dlaczego? Chodzi o niezawodność, bo te profesjonalne są zaprojektowane z myślą o wielogodzinnej, czasem ciągłej pracy. Po drugie – obudowa rackowa. No skoro cały system mamy w szafie RACK, to zwyczajnie nieelegancko jest stosować źródła, które potem leżą gdzieś w szafie, czy na szafie, a przecież różnica w cenie nie jest jakaś ogromna. Inna zaleta urządzeń profesjonalnych to to, że zwykle są tak zaprojektowane, by po zaniku i przywróceniu zasilania automatycznie wznawiały pracę. Co do zalet samego rozwiązania – no główna, to ta, że emitujemy w obiekcie taki rodzaj muzyki i takie utwory, jakie chcemy. W bardziej rozbudowanych instalacjach, gdzie jest wiele stref z możliwością wyboru programu muzycznego w każdej strefie, instaluje się kilka urządzeń tego typu i wówczas każde odpowiada za inny program muzyczny (np. muzyka POP, muzyka jazzowa, muzyka poważna itd.). Co do rozróżnienia – CD czy MP3 – ostatnio ten drugi format wypiera pierwszy. Powody są oczywiste. Pierwszy, to o wiele niższa awaryjność. Nawet, jeśli profesjonalny odtwarzacz CD jest tak zbudowany, by działał latami i to przy ciągłej pracy, to jednak urządzenia mechaniczne w nim zastosowane kiedyś się po prostu zużyją. Czysto elektroniczny odtwarzacz MP3 nie ma tej wady. Druga przewaga formatu MP3, to pojemność nośnika. Na płycie CD czy DVD (bo urządzenia zwykle potrafią czytać utwory także z płyt DVD), nawet przy zapisie plików skompresowanych MP3 (bo de facto takiej formy zapisu zwykle się używa) ilość możliwych do zapisania utworów będzie o wiele niższa, niż na karcie SD czy Pendrivie o pojemności, powiedzmy 64GB. Mając do dyspozycji taki nośnik, możemy stworzyć nie tylko wielogodzinną, ale wielodniową listę odtwarzania, co powoduje, że urządzenie takie staje się równie bezobsługowe, jak tuner FM (przy użyciu funkcji odtwarzania w pętli).  Poniżej przykład urządzenia profesjonalnego, odtwarzacz zintegrowany CD/MP3 z portami SD i USB, model T-6221.

474_0.jpg

W kolejnej części przedstawię urządzenie „wszystko w jednym”, a także odbiornik radia internetowego. Omówię także sieciowe odtwarzanie muzyki tła i zalety płynące z takiego rozwiązania.

Reklamy

Nagłośnienie w obiekcie handlowym – małe i średnie sklepy.

No dobrze to mamy mały sklep, ot, osiedlowy spożywczak albo franczyzowa Żabka. Montujemy nagłośnienie? Powiem tak – na pewno fajniej będzie, kiedy będzie tam coś grało. Tyle, że w sytuacji, kiedy jeden głośnik nagłośni nam jako tako cały obiekt, zwrot „montujemy nagłośnienie” jest nieco przesadzony. Najczęściej postawimy gdzieś przy punkcie kasowym jakieś kompaktowe radyjko z głośnikami i będzie OK. Owszem, może równomierność nagłośnienia nie będzie idealna, ale bez przesady – w całym sklepie będzie słychać kto i co śpiewa, a po drugie, i tak nie możemy tu liczyć na to, że klient spędzi miedzy regalami pół godziny, więc i efekt psychologiczny raczej tu nie zadziała. Właściwie najważniejszą funkcją nagłośnienia będzie tu umilenie pracy sprzedawcy (co też bez znaczenia dla utargu nie jest). Oczywiście zupełnie inaczej sprawy się mają, kiedy nasz mały sklepik jest jednym z wielu działających pod tym samym szyldem, z tymi samymi promocjami i hitami cenowymi. Ale o tym (czyli o sieciach handlowych) będzie później.

No to teraz idziemy na zakupy do większego sklepu. Takiego, w którym jest już sporo regałów, jest kilka kas i samoobsługa. Tu oczywiście radyjko postawione na kasie nie wystarczy. Z całą pewnością trzeba będzie pomyśleć o jakimś nagłośnieniu wykonanym w technice 100V. Najpierw głośniki. W takich sklepach bardzo często będziemy mieli możliwość montowania głośników w suficie podwieszanym. Sprawa ich doboru będzie więc dość prosta. Jeśli chcemy mieć muzykę w jakości dobrej, zastosujemy jednodrożne i niedrogie zestawy głośnikowe T-106. Ponieważ nie są one zbyt kierunkowe, możemy przyjąć, że ich ilość będzie taka, by jeden przypadał na jakieś 35-50 m2 (czyli montujemy je na przykład w kwadracie 6×6 lub 7×7). To da nam wystarczająco równomierne nagłośnienie (zakładam, że sufit jest na wysokości minimum 3m – jeśli niżej, to trzeba dać głośników więcej, a za to mogą one pracować z mniejszą mocą). Jeśli chcemy, by muzyka brzmiała lepiej w zakresie wysokich tonów, możemy zdecydować się na głośniki dwudrożne, np. T-206B. Tylko dwie uwagi – po pierwsze zbyt dobra jakość muzyki tła w obiekcie handlowym nie jest do niczego potrzebna (chyba, że jest to sklep z ciuchami dla małolatów i gramy tam non stop jakieś techno). Po drugie – gwizdki (głośniki wysokotonowe) w zestawach dwudrożnych są zwykle dość kierunkowe, więc żeby uniknąć zbyt dużej nierównomierności nagłośnienia, należy siatkę rozmieszczenia zagęścić (można też zastosować mały trik i zamontować głośniki nie nad ścieżkami, a nad regałami – regały rozproszą nam wysokie tony, a klient nie będzie mógł wejść pod sam głośnik, tylko… po co nam wtedy głośnik dwudrożny?).

t-106

T-106

T-206b

T-206B

 

A co, jeśli nie ma sufitów podwieszanych? Wówczas jesteśmy skazani na głośniki ścienne. Dobre będą te z serii T-61x (T-611 lub T-612). Niska cena i przyzwoita jakość, to coś, co świetnie się sprawdzi w średnim obiekcie handlowym. No a jeśli ma być jednak to techno, wtedy zakładamy na przykład T-774 lub T-775 (droższe, ale z całkiem przyzwoitym, jak na głośniki 100V, basem i sopranem). Ile ich? Podobnie. Też po sztuce na 35-50m2. Tu gorzej będzie z rozmieszczeniem – trzeba kierować się intuicją i starać się rozmieścić głośniki tak, by uniknąć dużych nierównomierności w natężeniu dźwięku. Oczywiście wykorzystujemy ściany, filary, podciągi. Jeśli mamy wątpliwość, dobrze jest zwrócić się do firmy zajmującej się fachowo takimi nagłośnieniami.

T-612

T-612

T-774

T-774

Mamy już głośniki przegadane, czas na urządzenia centralne. Zwykle będzie to miksujący wzmacniacz mocy (o mocy dopasowanej do sumarycznej mocy głośników). Ostatnio popularne są wzmacniacze z wbudowanym odtwarzaczem MP-3 – np. TI-120U. Jedna skrzynka na blacie i wszystko co trzeba. Bo, może jeszcze jakiś mikrofon, czy to pulpitowy, czy bezprzewodowy by się przydał, gdyby ktoś z obsługi zechciał czasem się odezwać do klientów (albo do kolegi z personelu). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by do odtwarzacza MP-3 dorzucić odtwarzacz CD i tuner radiowy. Wtedy najlepiej zastosować zwykły wzmacniacz bez źródeł (np. T-120 lub TI-120 – ten drugi z obsługą pięciu linii głośnikowych) i dorzucić zintegrowane źródło T-2221. W efekcie otrzymujemy zgrabny i prosty system nagłośnienia, który muzyką umili czas klientom i obsłudze sklepu, a także umożliwi przekazanie jakiegoś komunikatu słownego za pomocą mikrofonu. A, jeszcze jedno. W sklepach z zapleczem możemy oczywiście pomieszczenia zaplecza (socjalne, magazynowe) dołączyć do nagłaśnianego obszaru. Raczej nie będziemy tu wydzielać stref logicznych, więc pozostajemy przy jednostrefowych wzmacniaczach mocy tyle, że przeliczamy ich moc.

 

Czy można taki system jakoś rozbudować? Można dorzucić do niego jakieś ciekawe funkcje? A może można muzykę wziąć z Internetu? Oczywiście, że można. A prawami autorskimi co? No trzeba tę sprawę mieć uregulowaną. O tym i o sieciach sklepów w kolejnych wpisach. Zapraszam!

 

Piski i dudnienia – sprzężenia akustyczne i walka z nimi cz.II

Wiemy już, jak walczyć ze sprzężeniami korygując akustykę pomieszczeń i odpowiednio rozmieszczając urządzenia systemu nagłaśniającego. A co, jeśli to niewiele dało? Tak, mamy jeszcze w zanadrzu kilka możliwości. Tym razem jednak będziemy musieli zaprząc do walki ze sprzężeniami elektronikę (co zresztą czasem bywa tańsze, niż adaptacja akustyczna pomieszczeń, a daje całkiem zadawalające rezultaty).

 

Broń nr 1 – korektor graficzny. Inaczej equalizer. Ci z nas, którzy pamiętają lata osiemdziesiąte i których marzeniem były wtedy osiągnięcia naszej rodzimej myśli technologicznej, czyli produkty Diory czy Radmora, wiedzą doskonale, co to equalizer. To taki rozbudowany regulator barwy dźwięku. Normalnie mamy zwykle pokrętła od regulacji basu i sopranu. Czasem odrębnie wprowadza się regulację tonów średnich. Korektor graficzny, to taki regulator barwy, który tych zakresów regulacji ma jeszcze więcej. Tamte wspominane z nostalgią były najczęściej pięciozakresowe (to jak na warunki domowego odsłuchu i tak dużo), ale te profesjonalne potrafią dzielić słyszalne pasmo częstotliwości (od niskich basów do najwyższych sopranów) nawet na 31 zakresów! To naprawdę sporo i to sprawia, że pojedynczy suwak potencjometru decyduje o podbiciu lub wyciszeniu bardzo wąskiego pasma częstotliwości. I tu uwaga – nazwa „korektor graficzny” bierze się stąd, że ułożenia suwaków poszczególnych potencjometrów (usytuowanych na płycie urządzenia w kolejności od najniższych do najwyższych dźwięków) obrazuje, graficznie, charakterystykę częstotliwościową urządzenia. Logiczne. No dobrze, ale co to ma wspólnego ze sprzężeniami? Ano sporo. Sprzężenia elektroakustyczne, jak już wiemy, mają tendencję do powstawania na ściśle określonych częstotliwościach (zdeterminowanych parametrami toru elektronicznego, parametrami głośników i geometrią pomieszczenia). Wystarczy więc tak pokombinować na suwakach dobrego, powiedzmy 31 punktowego korektora, by wyciąć akurat tę jedną czy dwie częstotliwości, na których mamy wzbudzenia, i po sprawie. Mówiąc inaczej – pozostawiamy suwaki większości częstotliwości w takich pozycjach, jak lubimy, ale ten, który odpowiada za pasmo, w jakim leży częstotliwość sprzężenia, obniżamy („ściszamy”). To często wystarcza. Co poniektóry czytelnik się tu oburzy, że jak to, że przecież okrawamy cały przekaz z tych częstotliwości. Racja, ale praktyka pokazuje, że najczęściej nie ma to wpływu na subiektywny odbiór jakości przekazu ani na stopień jego zrozumiałości. Proste? Proste. A jak to nie pomoże?

 

Jak nie pomoże korektor graficzny, to pomóc może urządzenie, zwane po angielsku „frequency shifter”. Kto zna troszkę angielski, ten, w zależności od wieku, zaczyna powoli rozumieć, czaić albo rozkminiać (albo nawet kapać, choć wątpię, żebym miał czytelników w tym wieku). Tak – przesuwanie widma sygnału, to zasada działania najbardziej popularnych, specjalizowanych eliminatorów sprzężeń. Jak to działa? W idei bardzo prosto! Otóż eliminator taki wpinamy gdzieś w tor sygnału (na przykład pomiędzy mikserem mikrofonowym, a wzmacniaczem mocy). Urządzenie to ma taką cechę, że sygnały na jego wyjściu są identyczne z tymi podawanymi na jego wejście z tą małą różnicą, że te wyjściowe są przesunięte o kilka herców w górę lub w dół w stosunku do wejściowych. Efekt? Dźwięki wytwarzane przez głośniki nie są identyczne z tymi, jakie dotarły do mikrofonów, nie „zgrywają się” idealnie i nie fazują, a to powoduje, że możemy dość znacznie podnieść wzmocnienie toru bez obaw o powstanie sprzężenia. Jasne jasne, uważny czytelnik ma rację – przecież to, co słyszymy z głośników, to po prostu nie to samo, co ktoś mówi, to dźwięki wyższe albo niże od oryginalnych! OK, ale jak różnica wynosi kilka herców, to nie wpływa to w żaden niemal sposób na to, jak odbieramy głos mówcy (pomijam osoby o słuchu absolutnym). No bo cóż to jest za różnica – 1 kHz czy 1,003 kHz00 Hz? Prawie żadna. O, już widzę innych spostrzegawczych, którzy podnoszą wagę trzech herców dla dźwięku o częstotliwości, powiedzmy, 30 herców. Tak, tu wysokość dźwięku byłaby już wyraźnie słyszalna, ale… do gitary basowej, organów kościelnych, kontrabasu czy fortepianu tego nie stosujemy po prostu. Do mowy, czyli do prezentacji, konferencji, szkoleń – tak, do muzyki najwyższej ani wysokiej jakości – nie.

 

Mamy coś jeszcze, jakąś inną możliwość? Mamy. To już śpiew najnowszych technologii. Cyfrowe procesory dźwięku. Współczesne urządzenia tego typu potrafią „na żywo” dygitalizować sygnały audio, rozkładać je na czynniki pierwsze, analizować i obrabiać, a potem z powrotem, po obróbce, składać do kupy i w czasie rzeczywistym, bez jakichkolwiek słyszalnych opóźnień dostarczać do głośników. W związku z powyższym mają one szereg niesamowitych zastosowań w obróbce audio i na co dzień są stosowane w realizacjach studyjnych, estradowych czy konferencyjnych (dziś żaden koncert żadnej gwiazdy POP nie odbywa się bez ingerencji w jej głos za pośrednictwem takiego procesora, o ile tylko gwiazda w ogóle śpiewa na żywo). Procesory dźwięku dodają pogłosy, echa, zmieniają barwę, likwidują albo nadają chrypkę, ale też czuwają nad sprzężeniami. Jeśli cyfrowy procesor dźwięku ma w sobie algorytm likwidacji sprzężeń, to zwyczajnie wykrywa on niespodziewane, nagłe wzrosty amplitudy sygnału na pojedynczych częstotliwościach, w ułamku sekundy identyfikuje je, jako sprzężenia i natychmiast, bardzo precyzyjnie, niemal punktowo, wycina szkodliwą częstotliwość z przekazu. A słuchacz? Słuchacz nawet nie wie, ba, nie domyśla się, że było coś na rzeczy.

 

No, to temat sprzężeń mamy po krótce omówiony. Szerzej zainteresowanych oczywiście zapraszam do nas, do AVISmedia. Bawimy się tymi klockami już dwadzieścia lat !

 

 

Dziecko w sądzie – „błękitny pokój i jego wyposażenie audio”

Jak świat światem,  dzieci bywały świadkami rzeczy, które ich udziałem bywać nie powinny. I niestety, odkąd istnieje sądownictwo, zeznania dzieci bywały istotne dla werdyktów wymiaru sprawiedliwości. I o ile jeszcze niedawno nie za bardzo przejmowano się tym, kto i w jakich warunkach przeprowadza z przesłuchanie małolata, o tyle dziś zapewnienie komfortu dziecku, ograniczenie do minimum stresu związanego z rozmową o często bardzo nieprzyjemnych dla dzieciaka sprawach, to priorytet. Z tego powodu do pracy z dziećmi dziś typuje się osoby gruntownie do tego przygotowane, zaznajomione z psychologią dziecka w danym, konkretnym wieku i obeznane z możliwymi reakcjami na różne sytuacje mogące pojawić się w trakcie przesłuchania. Nawet samo słowo przesłuchanie nie bardzo tu pasuje, bo, szczególnie w przypadku młodszych dzieci, jest to raczej zwykła rozmowa. Także samo pomieszczenie przeznaczone do takich rozmów (zwane „błękitnym właśnie pokojem”) jego wygląd i wyposażenie, podlega dziś konkretnym normom – jest schludne, znajdują się w nim meble i przedmioty mające na celu stworzenie możliwie miłej atmosfery, a wszelkie wyposażenie techniczne jest, o ile to możliwe, ukryte tak, by jego obecność nie budziła poczucia, że rozmowa jest przez kogoś jeszcze obserwowana czy podsłuchiwana. I o tym wyposażeniu technicznym, a ściślej o części audio tego wyposażenia, chciałbym dziś co nieco opowiedzieć.

 

Typowo „błękitny  pokój” jest pomieszczeniem przeznaczonym do rozmowy z dzieckiem, ale gdzieś obok, o czym dziecko często nie wie, znajduje się specjalne pomieszczenie techniczne, w którym zlokalizowany jest sprzęt rejestrujący audio i wideo oraz stanowiska dla dodatkowych osób, które „na żywo” mogą śledzić przebieg rozmowy zarówno co do jej treści, jaki co do zachowania malucha. Osoba przeprowadzająca rozmowę jest w stałym kontakcie z osobami znajdującymi się w pomieszczeniu technicznym, ale jest to kontakt dyskretny, którego małe dziecko nawet się nie domyśla.

 

Generalnie schemat instalacji audio będącej wyposażeniem „błękitnego pokoju” wygląda, jak poniże.

błękitny pokój

W samym pokoju przesłuchań mamy więc zestaw (zwykle dwóch) wysokoczułych mikrofonów powierzchniowych. Które wbudowuje się w powierzchnie mebli (stołu, szafki) tak, by nie zwracały uwagi i by wyglądem nie przypominały typowych mikrofonów. Sygnał zbierany przez mikrofony przesyłany jest do dwutorowego miksera znajdującego się już w pomieszczeniu technicznym, a z niego jest kierowany do cyfrowego rejestratora audio-wideo oraz poprzez mały wzmacniacz mocy do głośniczka, który umożliwia osobom zebranym w pomieszczeniu technicznym podsłuch rozmowy. Dodatkowo do miksera podłączony jest pulpit mikrofonowy umożliwiający, poprzez transmiter bezprzewodowy, przekazywanie komunikatów (treści zapytań i innych sugestii) do osoby prowadzącej rozmowę. Osoba ta wyposażona jest w mikrosłuchawkę douszną co sprawia, że przesłuchiwany maluch nie słyszy tychże komunikatów, a często nawet nie domyśla się, że osoba, z którą rozmawia, ma z kimkolwiek innym kontakt.

 

Istotną sprawą jest zapewnienie właściwej rejestracji przebiegu rozmowy. Do tego celu należy zastosować rejestrator cyfrowy audio-video. Który oprócz sygnałów audi pochodzących z opisanego systemu rejestrował będzie także, synchronicznie, sygnały wideo z kamer zainstalowanych w pokoju przesłuchań. Co warto zaznaczyć, to to, że nie należy do zapisu treści rozmowy wykorzystywać mikrofonów wbudowanych w kamery. Doświadczenie pokazuje, że w przypadku niewielkich kamer nie są one dość czułe i nie posiadają zwykle odpowiedniej charakterystyki kierunkowe (najczęściej są dość mocno kierunkowe) by z dobrą jakością przekazywać treść rozmowy do pokoju technicznego (trzeba pamiętać, że dzieci w trakcie rozmowy mogą zachowywać się bardzo swobodnie, niekoniecznie muszą siedzieć w jednym miejscu, mogą bawić się zabawkami itd.).

 

Tak skonfigurowany system zagwarantuje poprawne działanie transmisji i rejestracji audio i umożliwi zarówno dobry kontakt osób uczestniczących w przesłuchania „na żywa” oraz zapewni doskonałą jakość zapisu treści rozmowy , co z kolei da możliwość jej analizy po przesłuchaniu. Systemy takie,  zbudowane o urządzenia wskazane na schemacie, pracują już w wielu „błękitnych pokojach” dają doskonałe efekty. Sprzęt wykorzystywany w samym pokoju przesłuchań jest bardzo dyskretny i wpisuje się doskonale w ideę całego „błękitnego pokoju”, a jakość całości gwarantuje realizację wszystkich wymagań, jakie się systemowi stawia.

 

Spadaj złodzieju, bo pożałujesz! Czyli współpraca systemów nagłośnienia z systemami dozoru.

Systemy monitoringu wizyjnego, systemy przeciwwłamaniowe i te nagłośnieniowe – wszystkie od dawna instalowane są w obiektach przez firmy zajmujące się tak zwanymi instalacjami niskoprądowymi (albo słaboprądowymi). Do niedawna jednak niemal zawsze były to całkowicie niezależne systemy, a ich integracje (zwłaszcza systemów nagłośnienia) należały do absolutnych rzadkości. Dlaczego? Bo nikomu nie chciało się ruszyć głową? Chyba tak. Przecież rozwiązanie, w którym mamy system sygnalizacji włamania i jest on w dozorze, bo nikogo nie ma w obiekcie i któraś z czujek wykrywa nam intruza i przekazuje odpowiedni sygnał do systemu nagłośnienia, który z procesora komunikatów rozgłasza coś w stylu „Złodzieju, znikaj stąd, bo jak nie, to za minutę dostaniesz kulkę” albo „Hau Hau, wrrrrrrrr, HAU HAU HAU HAU!” (oczywiście subtelnym głosem doga niemieckiego) fantastycznie podniosłoby skuteczność ochrony przed włamaniem! Wyobrażacie sobie minę złodziejaszka? To można było robić już dawno. I oczywiście wyobrazić sobie można różne ulepszenia i rozwinięcia powyższego rozwiązania (np. różne komunikaty dla różnych stref i dla różnych rodzajów naruszeń). A weźmy sobie system monitoringu wizyjnego. Tu niemal zawsze mamy takie pomieszczonko, w którym siedzi sobie wygodnie w fotelu pracownik ochrony i zajmuje się oglądaniem. Ma przed sobą kilka monitorów, każdy ma ekran podzielony na kilka obrazów, a ten człowiek siedzi i patrzy. I co zrobi, jak coś ciekawego wypatrzy? Albo do kogoś dzwoni, żeby ten ktoś coś zrobił albo sam wstaje z fotela, wybiega z pomieszczenia i leci w miejsce, w którym coś (a raczej kogoś) dziwnego wypatrzył. A gdyby tak dać mu na stolik wielostrefowy pulpit mikrofonowy tak, by mógł nacisną „TALK” i powiedzieć coś do tego kogoś, kogo wypatrzył? Tak, by jego glos słyszalny był tylko w obszarze strefy, w której ten ktoś się znajduje? Fajne, prawda? Fajne, nietrudne do zrealizowania i niedrogie. Oczywiście dostępność głośników zewnętrznych umożliwia nam przekazywanie komunikatów i innych sygnałów także w terenie otwartym, a zastosowanie tub głośnikowych pozwoli na przekazanie komunikatu do naprawdę dużych powierzchni.

Wszystko, o czym tu napisałem, da się zrobić za pomocą tradycyjnych systemów PA. Jednak dodatkowe możliwości otwierają się przed nami, gdy mamy do dyspozycji cyfrowy system nagłośnienia IP. Po pierwsze – nie jesteśmy już w zasadzie ograniczeni do jakiejś konkretnej lokalizacji. System IP używa protokołu TCP/IP i może korzystać zarówno z sieci lokalnych, jak i z połączeń internetowych. Jeśli więc mamy jednostkę Security, która nadzoruje stację monitorującą pod którą „podpiętych” jest wiele systemów antywłamaniowych pracujących w różnych lokalizacjach, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby, czy to automatycznie, czy ręcznie, przekazywać komunikaty słowne albo inne dźwięki do poszczególnych obiektów czy nawet stref w tych obiektach. Ponieważ systemy nagłośnienia IP mogą obejmować dziesiątki stref, możliwe jest także wyposażenie stacji monitorującej w pulpit mikrofonowy, z którego w razie potrzeby będzie można rozgłosić komunikat „na żywo”, oczywiście adresując go do bardzo konkretnych obiektów i miejsc. To, co można zrobić łącząc systemy monitoringu czy sygnalizacja włamania i napadu z systemem nagłośnienia IP zależy w głównej mierze od wyobraźni projektanta i właściciela systemu. A potem? A potem, to żeby nam ktoś nie wyłączył Internetu 🙂

No właśnie – wyobrażacie sobie świat bez niego? Ja mam z tym problem, choć przecież ledwie 20 lat temu wcale go u nas nie było.

AVISmedia – dostawca nowoczesnych rozwiązań z zakresu systemów nagłośnienia.

Elementy składowe systemu nagłośnienia IP

No dobrze, to z jakich elementów budujemy systemy nagłośnienia IP? Najważniejszym, centralnym elementem systemu jest… oprogramowanie. Dokładnie tak. w systemie IP nie ma czegoś takiego, jak matryca przełączająca analogowe sygnały audio i kierująca je do poszczególnych stref. Tutaj wszystko odbywa się na zasadzie dystrybucji pakietów danych zawierających elementy strumieni MP3 do poszczególnych urządzeń obsługujących już konkretne strefy (i często już w obszarze tych stref zainstalowanych), Tak więc najprostszy system nagłośnienia IP składa się z programu zainstalowanego na którymś z komputerów włączonych do sieci Ethernet i, powiedzmy, aktywnego (czyli wyposażonego we wzmacniacz mocy) głośnika. Głośnik w tym wypadku oczywiście musi być dedykowany do pracy w takim systemie, czyli musi być elementem oferty systemu IP i być wyposażony standardowo w kartę sieciową z odpowiednim softem.

Oczywiście taki prostych systemów IP się nie buduje, bo nie takie jest ich przeznaczenie (technologia audio IP z gruntu przeznaczona jest do rozbudowanych systemów nagłośnienia). Warto więc poznać inne zasadnicze elementy takich instalacji. Poniżej przedstawiam przykładowy, poglądowy schemat instalacji nagłośnienia TCP/IP, a pod nim opis najważniejszych elementów systemu.

Rysunek TCP_IP blok

Adaptery sieciowe – to urządzenia, które stanowią spoiwo pomiędzy siecią komputerowa, a poszczególnymi strefami nagłośnienia. Z jednej strony podpięte do sieci Ethernet i posiadające w niej własny adres (adresy) IP pobierają kierowane do danej strefy (stref) strumienie audio i komendy, z drugiej zaś udostępniają gotowe, analogowe przekazy, jakie w danej chwili maja być rozgłaszane w poszczególnych obszarach. Do dyspozycji mamy zwykle adaptery jednostrefowe (o pojedynczym adresie IP) i adaptery wielostrefowe. adaptery mogą mieć wbudowany wzmacniacz mocy lub mogą stanowić źródło sygnałów audio dla końcówek mocy (które w takim wypadku są już zwykłymi wzmacniaczami znanymi  z tradycyjnych systemów nagłośnienia).

Pulpity mikrofonowe – obecne w niemal każdym rozległym systemie nagłośnienia – o ich roli nie trzeba się rozpisywać – zapowiedzi słowne, czy to przywoławcze, czy te związane ze sprawami porządkowymi albo nawet bezpieczeństwem – to ich zastosowanie. Jest jednak jedna cecha, która w przypadku pulpitów mikrofonowych systemu IP jest szczególnie ciekawa – mają zwykle wbudowany wzmacniacz mocy i głośnik. A ponieważ mają oczywiście własny adres IP w sieci, są urządzeniami, z których nie tylko można „nadawać”, ale i do których można adresować przekazy! To właściwość, która w zdecydowany sposób uelastycznia cały system i pozwala na przykład na zbudowania, niejako przy okazji, bardzo funkcjonalnego systemu interkomowego.

Głośniki IP – to zestawy głośnikowe wyposażone we wzmacniacze mocy (zwykle energooszczędne, klasy D) i karty sieciowe pozwalające na ich niezależna identyfikację w systemie. Głośniki takie (ścienne, sufitowe i inne) znajdują zastosowanie tam, gdzie nagłaśniamy niewielkie pomieszczenia w których zastosowanie pojedynczego zestawu głośnikowego jest wystarczające. Zainstalowany w pomieszczeniu głośnik IP możemy traktować, jako odrębną strefę lub włączać do innych, większych stref logicznych. Możemy więc swobodnie kierować do takiego głośnika przekazy i programy według potrzeb, a decydujemy o tym z poziomu oprogramowania.

oczywiście, i co widać ze schematu, w skład systemów IP wchodzą często także tradycyjne urządzenia. To oczywiście przeróżne źródła programów muzycznych (CD, MP3, tunery radiowe), ale także wzmacniacze mocy i zwykłe głośniki PA stosowane w dużych strefach, gdzie ostatnim urządzeniem IP jest adapter, a jego wyjście (o poziomie liniowym) przyłączane jest do wejścia zwykłego wzmacniacza mocy i dalej do linii głośnikowej. Z punktu widzenia idei systemu to rozwiązanie wystarczające – cały nagłaśniany obszar jest widziany, jako odrębny adres IP, czyli odrębna logiczna strefa.

W kolejnym wpisie opowiem o ciekawym zastosowaniu systemów IP, a mianowicie o wykorzystaniu ich idei w systemach antywłamaniowych i monitoringu.

Jak nagłośnić duży obiekt, by wszyscy… cz.II – idea systemu IP

No to mamy już rok 2015, technikę cyfrową tak powszechną, że nie zdarza się, byśmy czegoś cyfrowego nie mieli w zasięgu ręki oraz ten spory obiekt mamy do nagłośnienia także. To jak to dziś się robi?

Jeśli obiekt nie jest jakiś zabytkowy, to prawdopodobnie działa w nim sieć komputerowa typu Ethernet (czyli ta zwykła, do której wpina się laptopy i pecety, żeby korzystały z Internetu, żeby drukowały na drukarkach sieciowych i żeby ewentualnie widziały się nawzajem). Istnienie tej sieci, to świetna wiadomość dla nas, ludzi od nagłośnienia. Dlaczego? Bo mamy obecnie możliwość jej wykorzystania do budowania rozległych systemów nagłośnienia. Stosujemy do tego celu urządzenia nagłaśniające dedykowane do pracy w sieci IP, które zasadniczo tym różnią się od klasycznych urządzeń nagłaśniających, że są wyposażone w ethernetowe karty sieciowe oraz tym także, że mogą korzystać z cyfrowych strumienia audio, jako źródeł dźwięku. Dzięki temu możemy zastosować ideę rozproszonego system nagłośnienia, a więc systemu takiego, w którym nie budujemy żadnej szafy centralnej mieszczącej matrycę audio, źródła i wzmacniacze mocy, a wszelkie urządzenia obsługujące daną strefę umieszczamy gdzieś w jej obszarze. Jeśli więc nagłaśniamy halę magazynową, to budujemy w tej hali linię głośnikową i podłączamy ją do wzmacniacza mocy znajdującego się w biurze hali, a ten wzmacniacz (a ściślej wbudowaną w jego obudowę kartę sieciową) wpinamy do sieci komputerowej zwykłym kabelkiem z wtykami RJ-45. Jeśli nagłaśniamy biuro, to nie prowadzimy żadnej linii głośnikowej 100V do jedynego głośnika sufitowego (lub ściennego) obsługującego to biuro, tylko montujemy w nim specjalny głośnik IP (wyposażony w malutki wzmacniacz klasy D i kartę sieciową) i wpinamy go wprost (i wyłącznie) do sieci komputerowej (o, przepraszam, jeszcze do zasilania 230V). A jeśli mamy w systemie zainstalować pulpit mikrofonowy, taki z możliwością adresowania komunikatów do stref? To kładziemy go sekretarce pana prezesa na biurku i… wpinamy do sieci komputerowej. I generalnie tak budujemy cały system.

No dobrze, ale skąd ten wzmacniacz, czy ten głośnik wie, jaki utwór ma w danej chwili być słyszany w strefie czy w pomieszczeniu? I jak spowodować, że jak sekretarka pana prezesa wciśnie klawisz „pan prezes” to tylko u niego w głośniku słychać będzie jej głos? To proste – skoro każde niemal urządzenie ma na pokładzie kartę sieciową, to ma też swój unikalny adres IP w sieci. W takim razie wystarczy poinformować urządzenie o adresie IP równym ileś tam, że ma odtwarzać strumień audio taki a taki i ono będzie to robić. Nad tym, aby to wszystko szło sprawnie, czuwa zainstalowane na dowolnym komputerze dedykowane oprogramowanie. To dzięki specjalnej aplikacji możemy przypisywać IP poszczególnych urządzeń do stref, definiujemy tam grupy stref, układamy playlisty z muzyką tła, które będą do dyspozycji w poszczególnych strefach. Co ważne, wszystkie sygnały audio są transmitowane siecią w formie cyfrowej (zwykle jako strumienie MP3), co czyni je całkowicie odpornymi na zakłócenia i pozwala cieszyć się wysoką jakością dźwięku tam, gdzie jest to wymagane (czli gdzie pracują odpowiednio dobre zestawy głośnikowe). Całość dla osób, które dotychczas realizowały wielostrefowe systemy nagłośnienia w oparciu o tradycyjne matryce audio wydawać się może nieco niezrozumiała, ale w istocie systemy IP są łatwiejsze do instalowania, dają o wiele większe możliwości wcale nie są trudne w konfigurowaniu, uruchamianiu czy obsłudze. A na dodatek, dzięki sporym oszczędnościom na materiałach instalacyjnych, bywają też tańsze.

No właśnie, te większe możliwości – co to takiego? Przede wszystkim elastyczność konfiguracji. Po staremu, jeśli jakiś wzmacniacz pracował w ramach strefy A, to zwykle jednie fizyczne przepięcie go do wyjścia innego panelu strefowego matrycy (czyli wyjścia matrycy, mówiąc prościej) powodowało, że zmieniał przynależność do logicznej strefy. W systemie IP to kwestia paru kliknięć myszką. Kolejna korzyść, to ułatwienia dla obsługi. W systemie IP można odpowiednio i zrozumiale ponazywać poszczególne urządzenia czy strefy, albo programy muzyczne. W starych systemach bez sterowania z komputera trzeba było pamiętać, że strefa pierwsza, to coś tam, druga, to co innego (lub podpierać się drukowanymi etykietami nalepianymi gdzieś na matrycę, wsuwanymi w specjalne okienka pulpitów itd.). Urządzenia systemów IP są zwykle wyposażone w czytelne, duże i niosące sporo istotnych informacji panele LCD. To tez ważne, żeby ktoś, kto chce coś powiedzieć do pana Henia z magazynu miał pewność, że właśnie mówi do magazynu. Kolejna korzyść, to prostota, z jaką system nagłośnienia wykorzystywany może być do innych, iż PA, celów. Na przykład bajecznie łatwo można zmienić go w interkom (zwłaszcza, jeśli pracuje w nim kilka pulpitów mikrofonowych, które standardowo wyposażane są w głośniki). Kolejną zaletą jest możliwość ustawienia kilu stopni dostępu do obsługi systemu. Umożliwia to opcja instalowania oprogramowania, jako master lub jako slave. Oprogramowanie o niższym poziomie uprawnień instalujemy na komputery osobom, którym chcemy pozwolić na grzebanie w systemie, ale takie bez przesady, a na wyznaczonym komputerze instalujemy oprogramowanie master, do którego dostęp będą mieli tylko wybrańcy (i tylko oni będą mogli pogrzebać w konfiguracji na maksa).

Cech sprawiających, że systemy IP są o niebo bardziej funkcjonalne, niż te tradycyjne, jest wiele i niemal wszystkie wynikają z samej idei adresowania urządzeń poprzez IP oraz z faktu, że do zarządzania stosujemy aplikację komputerową. Pamiętać trzeba jednak, że są obiekty (i inwestorzy), którzy nie potrzebują takich cudeniek i że łatwiej będzie spełnić ich oczekiwania używając tradycyjnych rozwiązań.

Cóż, teraz może musiałbym naskrobać co nieco o samych urządzeniach, ale ponieważ wpis się rozrósł i i tak pewnie nikt nie doczytał do tego miejsca, pozwolę sobie o samych klockach systemu opowiedzieć w kolejnej części całości. A jeśli kto jest niecierpliwy, niech zajrzy TU i TU.