Skąd ta muza, czyli źródła muzyki tła w systemach nagłośnienia 100V – cz. I

Jedną z podstawowych funkcji większości systemów nagłaśniających typu Public Address jest tworzenie miłego nastroju poprzez emitowanie tak zwanej muzyki tła (BGM – ang. Background music). Każdy z nas wielokrotnie spotkał się z tłem muzycznym robiąc zakupy w hipermarkecie, będąc w restauracji czy przebywając w holu hotelowym. Lista obiektów, w których odtwarzana może być muzyka tła, jest oczywiście o wiele dłuższa. Jaki sens ma jej emitowanie? Jak wspomniałem w pierwszym zdaniu, idzie głównie o stworzenie miłego nastroju – delikatnie, niezbyt głośno sącząca się zewsząd muzyka działa na nas o wiele lepiej, niż cisza, czy szum otoczenia. Mało tego – wykazano, że obecność muzyki tła w obiektach handlowych sprawia, że skłonni jesteśmy w nich dłużej przebywać, co tym samym przekłada się na wielkość dokonywanych przez nas zakupów. Prawdopodobnie podobne mechanizmy sprawią, że lepiej ocenimy hotel, w którym na korytarzach i w holu serwowana będzie cicha, delikatna muzyka i częściej zajrzymy do restauracji, w której taka muzyka, nieagresywna, stonowana, będzie nam towarzyszyć podczas spotkania z przyjaciółmi. Widać więc, że stosowanie tego rozwiązania, to nie tylko troska o samą atmosferę, ale też, w wielu wypadkach, czynnik mający realny wpływ na wyniki finansowe z działalności obiektu.

 

A tym wpisie nie chciałbym jednak omawiać aspektów związanych z korzyściami, jakie płyną z emisji muzyki tła w obiektach, a skupić się chcę na tym, jakie urządzenia posłużą nam do tego celu. Innymi słowy napiszę tu co nieco o źródłach muzyki stosowanych w instalacjach nagłaśniających Public Address.

 

Od czego zaczniemy? Chyba od tunera radiowego. To źródło muzyki do niedawna jeszcze najpowszechniejsze, szczególnie w mniejszych obiektach. Jego zastosowanie ma jedną podstawową zaletę – nie wymaga obsługi. Po prostu – użytkownik nastawia ulubioną stację radiową, w której dominuje lekka muzyka, nastawia odpowiednio głośność przekazu i sprawa załatwiona. Na tak długo, aż mu się dana stacja nie znudzi. A wady? Jedna podstawowa – konieczność zbudowania instalacji antenowej. I to takiej konkretnej, porządnej. Zwykle urządzenia centralne systemu znajdują się w pomieszczeniu, w którym sygnał radiowy UKF jest marny, więc nie wystarczy samo wciśnięcie byle drucika w gniazdo antenowe. Trzeba zastosować zewnętrzną antenę UKF, zainstalować ją na jakimś maszcie i doprowadzić sygnał do tunera. Inne wady, już mniej istotne, to brak wpływu na to, jakie utwory są odtwarzane, no i reklamy, które z pewnością w przekazie będą się pojawiać, a które mogą reklamować… konkurencję. Przykład urządzenia? Proszę bardzo. Odbiornik radiowy AM/FM, model  T-6222.

350_0.jpg

Inny rodzaj źródła muzyki tła, to taki, który umożliwi nam odtwarzanie utworów wg naszego „widzi mi się”. Dawno temu były to odtwarzacze kasetowe, ale od czasy wymyślenia płyty CD, a potem cyfrowego formatu zapisu audio MP3, to urządzenia obsługujące te technologie wiodą tu prym. I cóż, można tu zastosować tanie, „domowe” odtwarzacze tego rodzaju, ale dużo lepiej jest postawić na urządzenia profesjonalne. Dlaczego? Chodzi o niezawodność, bo te profesjonalne są zaprojektowane z myślą o wielogodzinnej, czasem ciągłej pracy. Po drugie – obudowa rackowa. No skoro cały system mamy w szafie RACK, to zwyczajnie nieelegancko jest stosować źródła, które potem leżą gdzieś w szafie, czy na szafie, a przecież różnica w cenie nie jest jakaś ogromna. Inna zaleta urządzeń profesjonalnych to to, że zwykle są tak zaprojektowane, by po zaniku i przywróceniu zasilania automatycznie wznawiały pracę. Co do zalet samego rozwiązania – no główna, to ta, że emitujemy w obiekcie taki rodzaj muzyki i takie utwory, jakie chcemy. W bardziej rozbudowanych instalacjach, gdzie jest wiele stref z możliwością wyboru programu muzycznego w każdej strefie, instaluje się kilka urządzeń tego typu i wówczas każde odpowiada za inny program muzyczny (np. muzyka POP, muzyka jazzowa, muzyka poważna itd.). Co do rozróżnienia – CD czy MP3 – ostatnio ten drugi format wypiera pierwszy. Powody są oczywiste. Pierwszy, to o wiele niższa awaryjność. Nawet, jeśli profesjonalny odtwarzacz CD jest tak zbudowany, by działał latami i to przy ciągłej pracy, to jednak urządzenia mechaniczne w nim zastosowane kiedyś się po prostu zużyją. Czysto elektroniczny odtwarzacz MP3 nie ma tej wady. Druga przewaga formatu MP3, to pojemność nośnika. Na płycie CD czy DVD (bo urządzenia zwykle potrafią czytać utwory także z płyt DVD), nawet przy zapisie plików skompresowanych MP3 (bo de facto takiej formy zapisu zwykle się używa) ilość możliwych do zapisania utworów będzie o wiele niższa, niż na karcie SD czy Pendrivie o pojemności, powiedzmy 64GB. Mając do dyspozycji taki nośnik, możemy stworzyć nie tylko wielogodzinną, ale wielodniową listę odtwarzania, co powoduje, że urządzenie takie staje się równie bezobsługowe, jak tuner FM (przy użyciu funkcji odtwarzania w pętli).  Poniżej przykład urządzenia profesjonalnego, odtwarzacz zintegrowany CD/MP3 z portami SD i USB, model T-6221.

474_0.jpg

W kolejnej części przedstawię urządzenie „wszystko w jednym”, a także odbiornik radia internetowego. Omówię także sieciowe odtwarzanie muzyki tła i zalety płynące z takiego rozwiązania.

Reklamy

Powrót

Właśnie minął rok od ostatniej mojej tutaj aktywności. A potem, potem sprawy rodzinne, tragiczne rozstrzygnięcia bezdusznego losu sprawiły, że zamilkłem. Nie tylko na tym blogu. Po prostu – zamilkłem. Ale czas wrócić. Pozbierać się jakoś i zacząć być. Już niedługo coś tu napiszę. Postaram się. I postaram się, by dla ludzi z branży było interesująco.

Tymczasem pozdrawiam

JD

Nagłośnienie w obiekcie handlowym – małe i średnie sklepy.

No dobrze to mamy mały sklep, ot, osiedlowy spożywczak albo franczyzowa Żabka. Montujemy nagłośnienie? Powiem tak – na pewno fajniej będzie, kiedy będzie tam coś grało. Tyle, że w sytuacji, kiedy jeden głośnik nagłośni nam jako tako cały obiekt, zwrot „montujemy nagłośnienie” jest nieco przesadzony. Najczęściej postawimy gdzieś przy punkcie kasowym jakieś kompaktowe radyjko z głośnikami i będzie OK. Owszem, może równomierność nagłośnienia nie będzie idealna, ale bez przesady – w całym sklepie będzie słychać kto i co śpiewa, a po drugie, i tak nie możemy tu liczyć na to, że klient spędzi miedzy regalami pół godziny, więc i efekt psychologiczny raczej tu nie zadziała. Właściwie najważniejszą funkcją nagłośnienia będzie tu umilenie pracy sprzedawcy (co też bez znaczenia dla utargu nie jest). Oczywiście zupełnie inaczej sprawy się mają, kiedy nasz mały sklepik jest jednym z wielu działających pod tym samym szyldem, z tymi samymi promocjami i hitami cenowymi. Ale o tym (czyli o sieciach handlowych) będzie później.

No to teraz idziemy na zakupy do większego sklepu. Takiego, w którym jest już sporo regałów, jest kilka kas i samoobsługa. Tu oczywiście radyjko postawione na kasie nie wystarczy. Z całą pewnością trzeba będzie pomyśleć o jakimś nagłośnieniu wykonanym w technice 100V. Najpierw głośniki. W takich sklepach bardzo często będziemy mieli możliwość montowania głośników w suficie podwieszanym. Sprawa ich doboru będzie więc dość prosta. Jeśli chcemy mieć muzykę w jakości dobrej, zastosujemy jednodrożne i niedrogie zestawy głośnikowe T-106. Ponieważ nie są one zbyt kierunkowe, możemy przyjąć, że ich ilość będzie taka, by jeden przypadał na jakieś 35-50 m2 (czyli montujemy je na przykład w kwadracie 6×6 lub 7×7). To da nam wystarczająco równomierne nagłośnienie (zakładam, że sufit jest na wysokości minimum 3m – jeśli niżej, to trzeba dać głośników więcej, a za to mogą one pracować z mniejszą mocą). Jeśli chcemy, by muzyka brzmiała lepiej w zakresie wysokich tonów, możemy zdecydować się na głośniki dwudrożne, np. T-206B. Tylko dwie uwagi – po pierwsze zbyt dobra jakość muzyki tła w obiekcie handlowym nie jest do niczego potrzebna (chyba, że jest to sklep z ciuchami dla małolatów i gramy tam non stop jakieś techno). Po drugie – gwizdki (głośniki wysokotonowe) w zestawach dwudrożnych są zwykle dość kierunkowe, więc żeby uniknąć zbyt dużej nierównomierności nagłośnienia, należy siatkę rozmieszczenia zagęścić (można też zastosować mały trik i zamontować głośniki nie nad ścieżkami, a nad regałami – regały rozproszą nam wysokie tony, a klient nie będzie mógł wejść pod sam głośnik, tylko… po co nam wtedy głośnik dwudrożny?).

t-106

T-106

T-206b

T-206B

 

A co, jeśli nie ma sufitów podwieszanych? Wówczas jesteśmy skazani na głośniki ścienne. Dobre będą te z serii T-61x (T-611 lub T-612). Niska cena i przyzwoita jakość, to coś, co świetnie się sprawdzi w średnim obiekcie handlowym. No a jeśli ma być jednak to techno, wtedy zakładamy na przykład T-774 lub T-775 (droższe, ale z całkiem przyzwoitym, jak na głośniki 100V, basem i sopranem). Ile ich? Podobnie. Też po sztuce na 35-50m2. Tu gorzej będzie z rozmieszczeniem – trzeba kierować się intuicją i starać się rozmieścić głośniki tak, by uniknąć dużych nierównomierności w natężeniu dźwięku. Oczywiście wykorzystujemy ściany, filary, podciągi. Jeśli mamy wątpliwość, dobrze jest zwrócić się do firmy zajmującej się fachowo takimi nagłośnieniami.

T-612

T-612

T-774

T-774

Mamy już głośniki przegadane, czas na urządzenia centralne. Zwykle będzie to miksujący wzmacniacz mocy (o mocy dopasowanej do sumarycznej mocy głośników). Ostatnio popularne są wzmacniacze z wbudowanym odtwarzaczem MP-3 – np. TI-120U. Jedna skrzynka na blacie i wszystko co trzeba. Bo, może jeszcze jakiś mikrofon, czy to pulpitowy, czy bezprzewodowy by się przydał, gdyby ktoś z obsługi zechciał czasem się odezwać do klientów (albo do kolegi z personelu). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by do odtwarzacza MP-3 dorzucić odtwarzacz CD i tuner radiowy. Wtedy najlepiej zastosować zwykły wzmacniacz bez źródeł (np. T-120 lub TI-120 – ten drugi z obsługą pięciu linii głośnikowych) i dorzucić zintegrowane źródło T-2221. W efekcie otrzymujemy zgrabny i prosty system nagłośnienia, który muzyką umili czas klientom i obsłudze sklepu, a także umożliwi przekazanie jakiegoś komunikatu słownego za pomocą mikrofonu. A, jeszcze jedno. W sklepach z zapleczem możemy oczywiście pomieszczenia zaplecza (socjalne, magazynowe) dołączyć do nagłaśnianego obszaru. Raczej nie będziemy tu wydzielać stref logicznych, więc pozostajemy przy jednostrefowych wzmacniaczach mocy tyle, że przeliczamy ich moc.

 

Czy można taki system jakoś rozbudować? Można dorzucić do niego jakieś ciekawe funkcje? A może można muzykę wziąć z Internetu? Oczywiście, że można. A prawami autorskimi co? No trzeba tę sprawę mieć uregulowaną. O tym i o sieciach sklepów w kolejnych wpisach. Zapraszam!

 

Piski i dudnienia – sprzężenia akustyczne i walka z nimi cz.II

Wiemy już, jak walczyć ze sprzężeniami korygując akustykę pomieszczeń i odpowiednio rozmieszczając urządzenia systemu nagłaśniającego. A co, jeśli to niewiele dało? Tak, mamy jeszcze w zanadrzu kilka możliwości. Tym razem jednak będziemy musieli zaprząc do walki ze sprzężeniami elektronikę (co zresztą czasem bywa tańsze, niż adaptacja akustyczna pomieszczeń, a daje całkiem zadawalające rezultaty).

 

Broń nr 1 – korektor graficzny. Inaczej equalizer. Ci z nas, którzy pamiętają lata osiemdziesiąte i których marzeniem były wtedy osiągnięcia naszej rodzimej myśli technologicznej, czyli produkty Diory czy Radmora, wiedzą doskonale, co to equalizer. To taki rozbudowany regulator barwy dźwięku. Normalnie mamy zwykle pokrętła od regulacji basu i sopranu. Czasem odrębnie wprowadza się regulację tonów średnich. Korektor graficzny, to taki regulator barwy, który tych zakresów regulacji ma jeszcze więcej. Tamte wspominane z nostalgią były najczęściej pięciozakresowe (to jak na warunki domowego odsłuchu i tak dużo), ale te profesjonalne potrafią dzielić słyszalne pasmo częstotliwości (od niskich basów do najwyższych sopranów) nawet na 31 zakresów! To naprawdę sporo i to sprawia, że pojedynczy suwak potencjometru decyduje o podbiciu lub wyciszeniu bardzo wąskiego pasma częstotliwości. I tu uwaga – nazwa „korektor graficzny” bierze się stąd, że ułożenia suwaków poszczególnych potencjometrów (usytuowanych na płycie urządzenia w kolejności od najniższych do najwyższych dźwięków) obrazuje, graficznie, charakterystykę częstotliwościową urządzenia. Logiczne. No dobrze, ale co to ma wspólnego ze sprzężeniami? Ano sporo. Sprzężenia elektroakustyczne, jak już wiemy, mają tendencję do powstawania na ściśle określonych częstotliwościach (zdeterminowanych parametrami toru elektronicznego, parametrami głośników i geometrią pomieszczenia). Wystarczy więc tak pokombinować na suwakach dobrego, powiedzmy 31 punktowego korektora, by wyciąć akurat tę jedną czy dwie częstotliwości, na których mamy wzbudzenia, i po sprawie. Mówiąc inaczej – pozostawiamy suwaki większości częstotliwości w takich pozycjach, jak lubimy, ale ten, który odpowiada za pasmo, w jakim leży częstotliwość sprzężenia, obniżamy („ściszamy”). To często wystarcza. Co poniektóry czytelnik się tu oburzy, że jak to, że przecież okrawamy cały przekaz z tych częstotliwości. Racja, ale praktyka pokazuje, że najczęściej nie ma to wpływu na subiektywny odbiór jakości przekazu ani na stopień jego zrozumiałości. Proste? Proste. A jak to nie pomoże?

 

Jak nie pomoże korektor graficzny, to pomóc może urządzenie, zwane po angielsku „frequency shifter”. Kto zna troszkę angielski, ten, w zależności od wieku, zaczyna powoli rozumieć, czaić albo rozkminiać (albo nawet kapać, choć wątpię, żebym miał czytelników w tym wieku). Tak – przesuwanie widma sygnału, to zasada działania najbardziej popularnych, specjalizowanych eliminatorów sprzężeń. Jak to działa? W idei bardzo prosto! Otóż eliminator taki wpinamy gdzieś w tor sygnału (na przykład pomiędzy mikserem mikrofonowym, a wzmacniaczem mocy). Urządzenie to ma taką cechę, że sygnały na jego wyjściu są identyczne z tymi podawanymi na jego wejście z tą małą różnicą, że te wyjściowe są przesunięte o kilka herców w górę lub w dół w stosunku do wejściowych. Efekt? Dźwięki wytwarzane przez głośniki nie są identyczne z tymi, jakie dotarły do mikrofonów, nie „zgrywają się” idealnie i nie fazują, a to powoduje, że możemy dość znacznie podnieść wzmocnienie toru bez obaw o powstanie sprzężenia. Jasne jasne, uważny czytelnik ma rację – przecież to, co słyszymy z głośników, to po prostu nie to samo, co ktoś mówi, to dźwięki wyższe albo niże od oryginalnych! OK, ale jak różnica wynosi kilka herców, to nie wpływa to w żaden niemal sposób na to, jak odbieramy głos mówcy (pomijam osoby o słuchu absolutnym). No bo cóż to jest za różnica – 1 kHz czy 1,003 kHz00 Hz? Prawie żadna. O, już widzę innych spostrzegawczych, którzy podnoszą wagę trzech herców dla dźwięku o częstotliwości, powiedzmy, 30 herców. Tak, tu wysokość dźwięku byłaby już wyraźnie słyszalna, ale… do gitary basowej, organów kościelnych, kontrabasu czy fortepianu tego nie stosujemy po prostu. Do mowy, czyli do prezentacji, konferencji, szkoleń – tak, do muzyki najwyższej ani wysokiej jakości – nie.

 

Mamy coś jeszcze, jakąś inną możliwość? Mamy. To już śpiew najnowszych technologii. Cyfrowe procesory dźwięku. Współczesne urządzenia tego typu potrafią „na żywo” dygitalizować sygnały audio, rozkładać je na czynniki pierwsze, analizować i obrabiać, a potem z powrotem, po obróbce, składać do kupy i w czasie rzeczywistym, bez jakichkolwiek słyszalnych opóźnień dostarczać do głośników. W związku z powyższym mają one szereg niesamowitych zastosowań w obróbce audio i na co dzień są stosowane w realizacjach studyjnych, estradowych czy konferencyjnych (dziś żaden koncert żadnej gwiazdy POP nie odbywa się bez ingerencji w jej głos za pośrednictwem takiego procesora, o ile tylko gwiazda w ogóle śpiewa na żywo). Procesory dźwięku dodają pogłosy, echa, zmieniają barwę, likwidują albo nadają chrypkę, ale też czuwają nad sprzężeniami. Jeśli cyfrowy procesor dźwięku ma w sobie algorytm likwidacji sprzężeń, to zwyczajnie wykrywa on niespodziewane, nagłe wzrosty amplitudy sygnału na pojedynczych częstotliwościach, w ułamku sekundy identyfikuje je, jako sprzężenia i natychmiast, bardzo precyzyjnie, niemal punktowo, wycina szkodliwą częstotliwość z przekazu. A słuchacz? Słuchacz nawet nie wie, ba, nie domyśla się, że było coś na rzeczy.

 

No, to temat sprzężeń mamy po krótce omówiony. Szerzej zainteresowanych oczywiście zapraszam do nas, do AVISmedia. Bawimy się tymi klockami już dwadzieścia lat !

 

 

Dziecko w sądzie – „błękitny pokój i jego wyposażenie audio”

Jak świat światem,  dzieci bywały świadkami rzeczy, które ich udziałem bywać nie powinny. I niestety, odkąd istnieje sądownictwo, zeznania dzieci bywały istotne dla werdyktów wymiaru sprawiedliwości. I o ile jeszcze niedawno nie za bardzo przejmowano się tym, kto i w jakich warunkach przeprowadza z przesłuchanie małolata, o tyle dziś zapewnienie komfortu dziecku, ograniczenie do minimum stresu związanego z rozmową o często bardzo nieprzyjemnych dla dzieciaka sprawach, to priorytet. Z tego powodu do pracy z dziećmi dziś typuje się osoby gruntownie do tego przygotowane, zaznajomione z psychologią dziecka w danym, konkretnym wieku i obeznane z możliwymi reakcjami na różne sytuacje mogące pojawić się w trakcie przesłuchania. Nawet samo słowo przesłuchanie nie bardzo tu pasuje, bo, szczególnie w przypadku młodszych dzieci, jest to raczej zwykła rozmowa. Także samo pomieszczenie przeznaczone do takich rozmów (zwane „błękitnym właśnie pokojem”) jego wygląd i wyposażenie, podlega dziś konkretnym normom – jest schludne, znajdują się w nim meble i przedmioty mające na celu stworzenie możliwie miłej atmosfery, a wszelkie wyposażenie techniczne jest, o ile to możliwe, ukryte tak, by jego obecność nie budziła poczucia, że rozmowa jest przez kogoś jeszcze obserwowana czy podsłuchiwana. I o tym wyposażeniu technicznym, a ściślej o części audio tego wyposażenia, chciałbym dziś co nieco opowiedzieć.

 

Typowo „błękitny  pokój” jest pomieszczeniem przeznaczonym do rozmowy z dzieckiem, ale gdzieś obok, o czym dziecko często nie wie, znajduje się specjalne pomieszczenie techniczne, w którym zlokalizowany jest sprzęt rejestrujący audio i wideo oraz stanowiska dla dodatkowych osób, które „na żywo” mogą śledzić przebieg rozmowy zarówno co do jej treści, jaki co do zachowania malucha. Osoba przeprowadzająca rozmowę jest w stałym kontakcie z osobami znajdującymi się w pomieszczeniu technicznym, ale jest to kontakt dyskretny, którego małe dziecko nawet się nie domyśla.

 

Generalnie schemat instalacji audio będącej wyposażeniem „błękitnego pokoju” wygląda, jak poniże.

błękitny pokój

W samym pokoju przesłuchań mamy więc zestaw (zwykle dwóch) wysokoczułych mikrofonów powierzchniowych. Które wbudowuje się w powierzchnie mebli (stołu, szafki) tak, by nie zwracały uwagi i by wyglądem nie przypominały typowych mikrofonów. Sygnał zbierany przez mikrofony przesyłany jest do dwutorowego miksera znajdującego się już w pomieszczeniu technicznym, a z niego jest kierowany do cyfrowego rejestratora audio-wideo oraz poprzez mały wzmacniacz mocy do głośniczka, który umożliwia osobom zebranym w pomieszczeniu technicznym podsłuch rozmowy. Dodatkowo do miksera podłączony jest pulpit mikrofonowy umożliwiający, poprzez transmiter bezprzewodowy, przekazywanie komunikatów (treści zapytań i innych sugestii) do osoby prowadzącej rozmowę. Osoba ta wyposażona jest w mikrosłuchawkę douszną co sprawia, że przesłuchiwany maluch nie słyszy tychże komunikatów, a często nawet nie domyśla się, że osoba, z którą rozmawia, ma z kimkolwiek innym kontakt.

 

Istotną sprawą jest zapewnienie właściwej rejestracji przebiegu rozmowy. Do tego celu należy zastosować rejestrator cyfrowy audio-video. Który oprócz sygnałów audi pochodzących z opisanego systemu rejestrował będzie także, synchronicznie, sygnały wideo z kamer zainstalowanych w pokoju przesłuchań. Co warto zaznaczyć, to to, że nie należy do zapisu treści rozmowy wykorzystywać mikrofonów wbudowanych w kamery. Doświadczenie pokazuje, że w przypadku niewielkich kamer nie są one dość czułe i nie posiadają zwykle odpowiedniej charakterystyki kierunkowe (najczęściej są dość mocno kierunkowe) by z dobrą jakością przekazywać treść rozmowy do pokoju technicznego (trzeba pamiętać, że dzieci w trakcie rozmowy mogą zachowywać się bardzo swobodnie, niekoniecznie muszą siedzieć w jednym miejscu, mogą bawić się zabawkami itd.).

 

Tak skonfigurowany system zagwarantuje poprawne działanie transmisji i rejestracji audio i umożliwi zarówno dobry kontakt osób uczestniczących w przesłuchania „na żywa” oraz zapewni doskonałą jakość zapisu treści rozmowy , co z kolei da możliwość jej analizy po przesłuchaniu. Systemy takie,  zbudowane o urządzenia wskazane na schemacie, pracują już w wielu „błękitnych pokojach” dają doskonałe efekty. Sprzęt wykorzystywany w samym pokoju przesłuchań jest bardzo dyskretny i wpisuje się doskonale w ideę całego „błękitnego pokoju”, a jakość całości gwarantuje realizację wszystkich wymagań, jakie się systemowi stawia.

 

Jak nagłośnić duży obiekt z wieloma budynkami, by wszystkim równie miło słuchało się tego samego przeboju AC/DC?

Jeśli idzie o systemy nagłaśniające, sprawa nie jest może bardzo prosta, ale nie jest też jakoś specjalnie skomplikowana, gdy idzie o nagłośnienie spójnego obiektu, gdzie nagłaśniane obszary znajdują się w jednym budynku bądź stanowią otwartą, ale zwartą przestrzeń.  A co, jeśli nagłośnić trzeba obiekt rozproszony, duży, składający się z wielu budynków i lokalizacji? No, dajmy na to, jakąś dużą fabrykę, albo zespół szkół będących pod wspólną administracją, jakiś duży logistyczny terminal przeładunkowy albo, powiedzmy, port towarowy podobny do tego w Hamburgu? Wszystkie te obiekty mogą być naprawdę rozległe i już tylko z tego powodu mogą napsuć krwi zarówno projektantom jak i instalatorom systemu nagłośnienia (podobnie, jak samym inwestorom, którzy wiedzą zwykle tylko tyle, że chcieliby jakoś to wszystko nagłośnić, ale nie bardzo wiedzą jak i czemu miałoby to dokładnie służyć).

Dobrze, zacznijmy może od tego, że objęcie wymienionych wyżej i innych podobnych obiektów jednym, wspólnym systemem nagłośnienia, ma sens. Przecież jeśli mamy fabrykę z wieloma halami, magazynami i biurowcem, to właśnie objęcie całości obiektu jednym systemem da nam najwięcej korzyści. Już pomijam fakt, że można centralnie złożyć życzenia wszystkim pracującym w firmie Romanom w dniu imienin Romana. Centralnie, z poziomu administratora systemu, można też zarządzać trybem pracy, przerwami technologicznymi i socjalnymi, można wzywać poszczególne osoby do wymaganych działań (na przykład do stawienia się na spotkaniu zarządu), można z „centrum dowodzenia” rozgłaszać komunikaty porządkowe i komunikaty bezpieczeństwa, można wreszcie uruchomić funkcje związane z rozrywką (jak muzyka tła, czy wręcz zakładowy albo szkolny program radiowy) wybierając jednocześnie precyzyjnie miejsca, do jakich przekazy te mają być kierowane. Albo krótko mówiąc można sprawić, by z punktu widzenia systemu nagłośnienia rozległy obiekt był zwarty, jak dwukondygnacyjna szkoła znajdująca się w budynku o kształcie prostopadłościanu.

W czym więc problem – zapytać można, prawda? W tym problem, że sygnały audio nie lubią dużych odległości. Zwłaszcza nie lubią biegać po długich kanałach teletechnicznych razem z sygnałami telefonicznymi, informatycznymi, tymi z instalacji elektrycznej 50Hz oraz z bratnimi sygnałami audio kierowanymi na przykład do innych stref. Na dodatek sygnały audio kierowane do linii głośnikowych dużej mocy (na przykład linii nagłaśniającej halę magazynową o powierzchni 10000 m2) nie znoszą samych odległości i to nawet, gdy pracują przy napięciu użytecznym 100V. No to jak to się robi?

Na początek opowiem o tym, jak to się robiło (jeszcze całkiem niedawno). Otóż budowało się centralę systemu nagłośnienia tak samo, jakby wszystkie strefy nagłośnienia były blisko, w jednym budynku. Z tą tylko różnicą, że dla odległych, dużych stref nie instalowało się wzmacniacza obsługującego głośniki w szafie centralnej, a umieszczano go gdzieś daleko, w granicach samej strefy. Zamiast wielkiego wzmacniacza przeznaczonego dla tej strefy w szafie centralnej umieszczano malutki wzmacniacz, powiedzmy 10W, ale także z wyjściem 100V. Ten mały wzmacniacz wysyłał do swojej strefy stosunkowo odporny na zakłócenia sygnał 100V (ale z małym prądem), a już przy samym głównym wzmacniaczu strefy sygnał ten był z powrotem obniżany do poziomu liniowego (0dB) i podawany na wejście głównego wzmacniacza mocy. Dość sprytne, prawda? Podobnie było, jeśli jakieś źródło, powiedzmy pulpit mikrofonowy, było odległe od centrali. Wówczas albo stosowano połączenie symetryczne (o tym, czym różni się w technice audio od asymetrycznego będzie w innym wpisie), albo, o ile symetryzacja nie dawała dobrych rezultatów, podbijano sygnał ze źródła do 100V i obniżano go z kolei po stronie centrali.

No. Tak było jeszcze do niedawna. Ale wszystko zmieniła technika cyfrowa. Ona zmieniła wszystko wszędzie, więc nie ma się co dziwić, że pojawiła się też w systemach nagłośnienia typu Public Address. Jak to się robi dziś, z wykorzystaniem komputerów, tabletów, sieci i protokołu TCP/IP opowiem w drugiej części tego wpisu. Już niebawem.

Pierwszy wpis. Radiowęzeł, technika 100V – dlaczego blog o tym właśnie?

Witam wszystkich zainteresowanych tematyką tego bloga. Niezainteresowanych też witam i zachęcam do zaglądania tutaj – a nuż okaże się, że wasze niezainteresowanie było całkiem przypadkowe :).

Zdecydowałem się na założenie tego bloga, bo zauważyłem, że pośród dziesiątek stron związanych z nagłaśnianiem nie ma niemal niczego, co dotyczyłoby techniki 100V, czyli instalacji radiowęzłowych albo inaczej systemów Public Address (PA). Owszem, można tu i tam, na jakimś forum, pośród dziesiątek wątków dotyczących nagłośnienia domowego albo estradowego, znaleźć jakiś jeden o radiowęźle, tylko, że zwykle dotyczy on jakiegoś konkretnego systemu (jest więc mało uniwersalny) i na dodatek trudno na niego natrafić. Niewiele jest miejsc w Internecie, gdzie nagłośnienie w technice 100V traktowane byłoby, jako odrębna i ważna dla instalatorów dziedzina (wyjątek tutaj). To po części wytłumaczalne tym, że jednak estrada i domowe stereo albo Dolby coś tam, to rzeczy potrzebne wielu z nas na co dzień,  a radiowęzeł, to gdzieś w sklepie, czy w szkole – raz się zbuduje i gra. Jednak wiem, że inwestorzy i instalatorzy maja z tymi systemami kłopoty, czasem rezygnują z nich, bo nie bardzo wiedzą, jak się zabrać do ich realizacji. Stąd pomysł na tego bloga. Niech posłuży, jako poradnik dla wszystkich, którym przyjdzie zbudować jakiś system nagłośnieniowy w sklepie, szkole, hotelu, restauracji, kościele, stacji benzynowej, domu jednorodzinnym, ogrodzie i wielu innych miejscach, w których systemy PA znajdują zastosowanie umilając, bądź ułatwiając życie ludziom w nich przebywających. Temat jest szeroki – będzie o czym pisać miesiącami.

Na ten moment mam wiele pomysłów związanych z tym, jak blog powinien wyglądać i co powinien zawierać. Systematycznie będę je wdrażał publikując kolejne wpisy. Jeśli ktoś z Was ma pomysł na wpis, albo ma pytanie, które, jego zdaniem, dotyczy nie tylko jego przypadku – niech pisze na mojego maila – zrobimy z tego kolejny wpis. Ale nawet, jeśli Twój problem będzie Twoim zdaniem raczej nietypowy, pisz lub pytaj w komentarzach – odpowiem tak czy owak.

W ogóle zawsze będę chętnie korygował bloga pod kątem Waszych sugestii. Jest tak, że ja w nagłośnieniach pracuję od iluś tam nastu lat i wiele rzeczy może wydawać mi się oczywistymi, choć dla Was takimi nie są. Interaktywność ma być jedną z głównych cech mojego bloga. CZEKAM NA WASZE SUGESTIE!

Dobra, na dziś starczy. Przede mną długa droga, a ja zrobiłem ledwie pierwszy krok. Sam jestem ciekaw, gdzie nas to zaprowadzi.

Pozdrawiam wszystkich.

JD